← Wszystkie wpisy

Energia, która tworzy z Ciebie nowego człowieka

Sen, oddech, ruch i regeneracja — cztery fundamenty, które decydują o tym, ile masz siły na życie i zmianę.

Osoba w pomarańczowych butach do biegania wbiegająca po schodach

Przez lata wydawało mi się, że zmiana zaczyna się od decyzji. Że wystarczy mocne postanowienie, dobry plan i odrobina dyscypliny, a reszta jakoś się ułoży. Dziś wiem, że to nieprawda. Zmiana zaczyna się dużo wcześniej — od tego, czy w ogóle masz siłę, żeby jakąkolwiek decyzję podjąć i się jej trzymać. Bez energii nawet najlepszy plan zostaje na papierze.

Energia jest przed motywacją

Kiedy prowadziłem firmę transportową, a później restaurację, wielokrotnie widziałem ten sam schemat — u siebie i u ludzi wokół mnie. Ktoś ma ambitne cele, dokładnie wie, co powinien zrobić, a mimo to nic się nie dzieje. Nie dlatego, że brakuje mu wiedzy albo chęci. Brakuje paliwa.

Motywacja nie znika dlatego, że jesteś słaby. Znika dlatego, że jesteś wyczerpany. Zmęczony człowiek nie podejmuje dobrych decyzji — odkłada je na później i sięga po to, co najprostsze. Dlatego zanim zapytasz siebie, czego chcesz od życia, sprawdź najpierw, ile masz dziś siły. Odpowiedź na to drugie pytanie decyduje o wszystkim, co przyjdzie potem.

Praca w innowacjach i biotechnologii nauczyła mnie patrzeć na organizm jak na system. W systemie nic nie dzieje się w izolacji: drobne codzienne wybory kumulują się i po jakimś czasie stają się stanem, w którym żyjesz na co dzień. Dobra wiadomość jest taka, że działa to w obie strony — małe rzeczy potrafią równie systematycznie budować, jak niszczyć.

Cztery fundamenty

Nie potrzebujesz skomplikowanego programu ani rewolucji. Energia opiera się na czterech rzeczach, które masz pod ręką każdego dnia.

Pierwszy fundament to sen. Najprostsza dźwignia i najczęściej ignorowana. Zacznij od stałej pory kładzenia się spać — także w weekend, na tyle, na ile się da. Godzinę przed snem odłóż telefon w innym pokoju i daj głowie wieczór bez ekranu. To jedno ustawienie wieczoru potrafi zmienić jakość całego następnego dnia.

Drugi — oddech. Kilka razy dziennie zatrzymaj się na minutę i świadomie zwolnij oddech: spokojny wdech, dłuższy wydech. Możesz to zrobić przy biurku, w samochodzie na parkingu, w kolejce w sklepie. Nikt tego nie zauważy, a Ty poczujesz, jak napięcie schodzi o poziom niżej.

Trzeci — ruch. Nie musi być siłownia. Schody zamiast windy, dziesięć minut spaceru po obiedzie, rozmowa telefoniczna w drodze zamiast na krześle. Ciało, które regularnie się rusza, oddaje Ci energię z nawiązką — ciało, które cały dzień siedzi, powoli ją traci.

Czwarty — regeneracja. Przerwę robisz, zanim padniesz, nie po. Zaplanuj w ciągu dnia dwa, trzy momenty, w których na kilka minut odchodzisz od pracy — bez telefonu w ręce, bez „jeszcze tylko sprawdzę“. To nie jest strata czasu. To ładowanie, dzięki któremu reszta dnia w ogóle działa.

Co po cichu zabiera Ci energię

Druga strona równania jest mniej oczywista. Energii nie tylko brakuje — energia wycieka. I to często u ludzi, którzy śpią przyzwoicie i dbają o siebie, a mimo to kończą dzień wyczerpani. Wycieki są najgroźniejsze dlatego, że nie widać ich w żadnym kalendarzu:

  • niedokończone sprawy, które wracają do głowy wieczorem — wiadomość, na którą nie odpisałeś, rozmowa, którą od tygodni odkładasz,
  • bezmyślne przewijanie telefonu, które udaje odpoczynek, a zostawia Cię bardziej zmęczonym niż przed nim,
  • ciągła dostępność — telefon, który może odezwać się w każdej chwili, trzyma Cię w gotowości nawet wtedy, gdy milczy,
  • ludzie, po spotkaniu z którymi czujesz się gorzej niż przed nim.

Nie musisz wypowiadać wojny wszystkim tym rzeczom naraz. Wystarczy, że zaczniesz te wycieki zauważać i nazywać po imieniu. Samo to odbiera im część siły — bo przestają działać po cichu.

Audyt energii — trzy dni z notatnikiem

Skąd wiedzieć, co konkretnie Ciebie ładuje, a co drenuje? Zrób prosty audyt. Przez trzy dni noś przy sobie kartkę albo notatkę w telefonie i zapisuj dwie rzeczy: po czym poczułeś przypływ energii i po czym poczułeś spadek. Krótko, hasłowo, bez analizowania i bez oceniania siebie. Samo zapisywanie wystarczy.

Po trzech dniach przeczytaj notatki. Wzorzec zwykle widać od razu — i zwykle jest inny, niż się spodziewałeś. U mnie okazało się na przykład, że najbardziej męczą mnie nie trudne zadania, tylko godziny spędzone na sprawach drobnych i niedomkniętych. Odkąd to wiem, zaczynam dzień od domykania, a nie od otwierania kolejnych tematów.

To, co zapisujesz, zaczynasz widzieć. A to, co widzisz, możesz zmienić.

Jeden nawyk na raz

Znam ten odruch, bo sam go mam: skoro już wiem, co robić, zmienię wszystko od poniedziałku. Sen, oddech, ruch, telefon — pełny pakiet, nowa wersja mnie. To najkrótsza droga do tego, żeby po tygodniu rzucić całość i wrócić do punktu wyjścia z poczuciem porażki.

W biznesie nauczyłem się, że projekty rzadko upadają z braku pomysłów — częściej od nadmiaru rzeczy robionych jednocześnie. Z nawykami jest identycznie. Dlatego trzymam się jednej zasady: jeden nawyk na raz, przez dwa tygodnie, zanim dołożysz kolejny.

Wybierz ten, który wydaje Ci się najłatwiejszy. Nie najważniejszy — najłatwiejszy. Może to być odkładanie telefonu godzinę przed snem albo krótki spacer po obiedzie. Przez dwa tygodnie pilnujesz tylko tej jednej rzeczy i celowo odpuszczasz resztę. Kiedy stanie się naturalna, dokładasz następną. Powoli — tak. Ale za pół roku będziesz w zupełnie innym miejscu niż ktoś, kto trzy razy z rzędu zaczynał wielką rewolucję i trzy razy ją porzucał.

Tak rozumiem slow life w praktyce: nie mniej życia, tylko mniej szarpania. Tempo, które da się utrzymać dłużej niż dwa tygodnie.

Od czego zacząć dziś

Nie czekaj na poniedziałek, na urlop ani na spokojniejszy okres w pracy — z mojego doświadczenia taki okres nigdy sam nie przychodzi. Wybierz dziś jedną rzecz z tego tekstu — jedną — i zrób ją jeszcze przed wieczorem. Minuta wolniejszego oddechu. Schody zamiast windy. Telefon odłożony godzinę wcześniej niż zwykle. Mała rzecz, która nic nie kosztuje, a od której realnie wszystko się zaczyna.

Energia to trzeci filar warsztatów, które przygotowuję — obok spokoju i uważnej pracy nad sobą. Będziemy na nich rozkładać te cztery fundamenty na proste, codzienne kroki, w kameralnym gronie i bez pośpiechu. Jeśli ten temat w Tobie rezonuje, zajrzyj do newslettera — tam dzielę się tym, co u mnie działa, na bieżąco.

Żyj spokojniej, osiągaj więcej.